- Wpisów: 31
- Średnio co: 34 dni
- Ostatni wpis: 2 lata temu, 23:15
- Licznik odwiedzin: 7 899 / 1101 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
Wyjazd godzina 10.
Spakowana szłam w kierunku wyznaczonego miejsca spotkania. Po drodze zobaczyłam pewnego faceta, i próbowałam dostrzec w nim odrobinę podobieństwa do zdjęć, które przesłał mi X. Na moje szczęście to nie był on, a byłam już przerażona, że może być taki ohydny... Wtedy naszły mnie wątpliwości, że może nie powinnam, że mogę się jeszcze wrócić... Jednak nastawiłam się na dobrą zabawę i planowałam być konsekwentna w swoim postanowieniu.
Gdyby mnie wystawił na miejscu, pieniądze na koncie miałam by w razie czego wrócić, a i przyjaciółka była powiadomiona że wyjeżdżam z nieznajomym, i obiecałam dawać jej znać przez cały wyjazd, że wszystko ok.
Odnalazłam go na parkingu. Pierwsze wrażenie bardzo miłe, jednak drugie, gdy zobaczyłam jego samochód - wiedziałam, że na tym wyjeździe się zakończy nasza znajomość - stare i zdezelowane (wiem, że rzeczy martwe, nie powinny świadczyć o człowieku, lecz w mojej "profesji"...)
Podróż była bardzo długa, ale X. cały czas umilał mi czas rozmową. Pod koniec podróży zaczynałam żałować, że pojechałam... cały czas gadał. Nie byłoby w tym, żadnego problemu, gdyby mówił coś interesującego, a on mówił tylko takie rzeczy które przedstawiały go w samych superlatywach, jaki on to boski nie jest (a niestety nie był), kogo on to nie zna (mi to bynajmniej nie imponowało)... a i wszystkie śmieszne sytuacje, które zdarzyły się w jego życiu, dziwnym trafem znałam już z kawałów... No cóż... byłam twarda i dalej trwałam w swym postanowieniu, ze jadę się dobrze bawić i korzystać maksymalnie z tego co mi zaoferuje.
Dojeżdżając zaproponował by wpaść do Centrum Odnowy Biologicznej. Z chęcią się zgodziłam. Tam już faktycznie było miło i przyjemnie.
Następnie zakwaterowanie.
Wchodząc do pokoju ujrzałam wielkie łoże małżeńskie...
Potem obiad, spacer na mieście, kolacja...
Wracając do hotelu kupiliśmy wino.
Wypiliśmy lampkę wina. Zaczęłam mówić o tym jak bardzo jestem zmęczona, w końcu podróż była bardzo wyczerpująca a i dzień pełen wrażeń.
Korzystając z okazji, że wyszedł na chwilkę z pokoju postanowiłam "usnąć". Gdy wrócił, ja już "spałam". X. przykrył mnie i przytulił się do mnie. Zaczął całować mnie po szyi, głaskać moje włosy, ciało... Było mi bardzo przyjemnie, jednak twardo "spałam". Gdy to robił, zastanawiałam się, czy chcę się z nim przespać. Targały mną wątpliwości. Z jednej strony wiedziałam, że oczekiwał tego ode mnie, z drugiej nie pociągał mnie aż tak bardzo, bym sama tego chciała.
Jego pieszczoty były tak wspaniałe i tak delikatne, że odpływam. W końcu się przebudziłam... oświadczyłam mu, że idę się myć... potem on, a ja w tym czasie próbowałam ponownie zasnąć. Gdy tylko wrócił, przytul się do mnie i ponownie zaczął mnie pieścić. Nie wytrzymałam - odpłynęłam i pozwoliłam mu robić ze sobą co tylko chciał. Niestety jego "sprzęt" i technika w kluczowych sprawach nie były na wysokim poziomie i troszkę mnie tym zawiódł.
Spakowana szłam w kierunku wyznaczonego miejsca spotkania. Po drodze zobaczyłam pewnego faceta, i próbowałam dostrzec w nim odrobinę podobieństwa do zdjęć, które przesłał mi X. Na moje szczęście to nie był on, a byłam już przerażona, że może być taki ohydny... Wtedy naszły mnie wątpliwości, że może nie powinnam, że mogę się jeszcze wrócić... Jednak nastawiłam się na dobrą zabawę i planowałam być konsekwentna w swoim postanowieniu.
Gdyby mnie wystawił na miejscu, pieniądze na koncie miałam by w razie czego wrócić, a i przyjaciółka była powiadomiona że wyjeżdżam z nieznajomym, i obiecałam dawać jej znać przez cały wyjazd, że wszystko ok.
Odnalazłam go na parkingu. Pierwsze wrażenie bardzo miłe, jednak drugie, gdy zobaczyłam jego samochód - wiedziałam, że na tym wyjeździe się zakończy nasza znajomość - stare i zdezelowane (wiem, że rzeczy martwe, nie powinny świadczyć o człowieku, lecz w mojej "profesji"...)
Podróż była bardzo długa, ale X. cały czas umilał mi czas rozmową. Pod koniec podróży zaczynałam żałować, że pojechałam... cały czas gadał. Nie byłoby w tym, żadnego problemu, gdyby mówił coś interesującego, a on mówił tylko takie rzeczy które przedstawiały go w samych superlatywach, jaki on to boski nie jest (a niestety nie był), kogo on to nie zna (mi to bynajmniej nie imponowało)... a i wszystkie śmieszne sytuacje, które zdarzyły się w jego życiu, dziwnym trafem znałam już z kawałów... No cóż... byłam twarda i dalej trwałam w swym postanowieniu, ze jadę się dobrze bawić i korzystać maksymalnie z tego co mi zaoferuje.
Dojeżdżając zaproponował by wpaść do Centrum Odnowy Biologicznej. Z chęcią się zgodziłam. Tam już faktycznie było miło i przyjemnie.
Następnie zakwaterowanie.
Wchodząc do pokoju ujrzałam wielkie łoże małżeńskie...
Potem obiad, spacer na mieście, kolacja...
Wracając do hotelu kupiliśmy wino.
Wypiliśmy lampkę wina. Zaczęłam mówić o tym jak bardzo jestem zmęczona, w końcu podróż była bardzo wyczerpująca a i dzień pełen wrażeń.
Korzystając z okazji, że wyszedł na chwilkę z pokoju postanowiłam "usnąć". Gdy wrócił, ja już "spałam". X. przykrył mnie i przytulił się do mnie. Zaczął całować mnie po szyi, głaskać moje włosy, ciało... Było mi bardzo przyjemnie, jednak twardo "spałam". Gdy to robił, zastanawiałam się, czy chcę się z nim przespać. Targały mną wątpliwości. Z jednej strony wiedziałam, że oczekiwał tego ode mnie, z drugiej nie pociągał mnie aż tak bardzo, bym sama tego chciała.
Jego pieszczoty były tak wspaniałe i tak delikatne, że odpływam. W końcu się przebudziłam... oświadczyłam mu, że idę się myć... potem on, a ja w tym czasie próbowałam ponownie zasnąć. Gdy tylko wrócił, przytul się do mnie i ponownie zaczął mnie pieścić. Nie wytrzymałam - odpłynęłam i pozwoliłam mu robić ze sobą co tylko chciał. Niestety jego "sprzęt" i technika w kluczowych sprawach nie były na wysokim poziomie i troszkę mnie tym zawiódł.
Wyjazd w delegację był zaplanowany na 1 w nocy.
Y. zadzwonił i poprosił, czy może do mnie jeszcze przyjechać i się pożegnać. Zgodziłam się...
Powiedział, że wpadnie przed 22.
Jak zawsze się spóźnił, ale znowu jak zawsze było bardzo miło. Przepraszał za tą całą zaistniałą sytuację z tą delegacją, że bardzo mu zależało, żebym jechała i takie tam "piękne słówka"...
Długo się żegnaliśmy... ;]
Jednak udało mu się zdążyć...
Y. zadzwonił i poprosił, czy może do mnie jeszcze przyjechać i się pożegnać. Zgodziłam się...
Powiedział, że wpadnie przed 22.
Jak zawsze się spóźnił, ale znowu jak zawsze było bardzo miło. Przepraszał za tą całą zaistniałą sytuację z tą delegacją, że bardzo mu zależało, żebym jechała i takie tam "piękne słówka"...
Długo się żegnaliśmy... ;]
Jednak udało mu się zdążyć...
Zostaję jednak w domu...
Nie dlatego, że ja nie chciała jechać ;] Podobno szef wyznaczył towarzysza mojemu sponsorowi...
Jak jest naprawę, wolę nie wiedzieć - niech bawi się dobrze - ja też zamierzam.
Nie dlatego, że ja nie chciała jechać ;] Podobno szef wyznaczył towarzysza mojemu sponsorowi...
Jak jest naprawę, wolę nie wiedzieć - niech bawi się dobrze - ja też zamierzam.
Y. zadzwonił do mnie z wieścią, że jedzie w delegację (o tym akurat wiedziałam wcześniej) i że jeżeli tylko mam ochotę to mogę z nim jechać.
Bardzo się wahałam. Już nawet nie chodziło o to, mogłabym nie pojechać przez to z X., bo w końcu Y. znam już dość dobrze i wiem, że czas z nim spędzony będzie cudowny, tylko o rzeczy które wiązały się z moim życiem "prywatnym". Wyjazd miał być za 24 godziny, więc musiałam szybko się decydować.
Cały czas się wahałam. Y. ciągle dzwonił, przekonywał, że bardzo by chciał być tam ze mną, że ja też na tym mogę skorzystać, zdobywając różne kontakty. Pod koniec dnia już dałam się przekonać, ale ostateczną decyzję miałam przekazać rano.
Y. wie jak zbajerować kobietę. Mówi w taki sposób, że pomimo mojej wiedzy o jego kłamstwach, w momencie gdy z nim rozmawiam - wierzę mu.
Bardzo się wahałam. Już nawet nie chodziło o to, mogłabym nie pojechać przez to z X., bo w końcu Y. znam już dość dobrze i wiem, że czas z nim spędzony będzie cudowny, tylko o rzeczy które wiązały się z moim życiem "prywatnym". Wyjazd miał być za 24 godziny, więc musiałam szybko się decydować.
Cały czas się wahałam. Y. ciągle dzwonił, przekonywał, że bardzo by chciał być tam ze mną, że ja też na tym mogę skorzystać, zdobywając różne kontakty. Pod koniec dnia już dałam się przekonać, ale ostateczną decyzję miałam przekazać rano.
Y. wie jak zbajerować kobietę. Mówi w taki sposób, że pomimo mojej wiedzy o jego kłamstwach, w momencie gdy z nim rozmawiam - wierzę mu.
Przed spotkaniem z Y. zawsze wyłączam drugą komórkę - tą na którą on pisze do "innej".
Po pożegnaniu z Y. włączyłam ją i moim oczom ukazał się sms, że chciałby się spotkać ze "mną" o 20.
Czyli, że gdyby wczoraj mnie odwiózł, to nie poświeciłby mi tyle czasu, gdyby wiedział że jest jeszcze umówiony z inną...?! Ekh... a ja uwierzyłabym, w jakieś wytłumaczenie, że np. śpieszy się do żony...
Żałuję, że nie zobaczyłam wcześniej tej wiadomości (przyszła parę minut po tym jak wyłączyłam komórkę), chociaż gdy się teraz zastanawiam, to nie wiem co bym odpisała...
Lubie z nim spędzać czas, a tak wiedziałabym, że jest on ograniczony, przez w sumie moje własne widzimisię, żeby go wystawić...
Po pożegnaniu z Y. włączyłam ją i moim oczom ukazał się sms, że chciałby się spotkać ze "mną" o 20.
Czyli, że gdyby wczoraj mnie odwiózł, to nie poświeciłby mi tyle czasu, gdyby wiedział że jest jeszcze umówiony z inną...?! Ekh... a ja uwierzyłabym, w jakieś wytłumaczenie, że np. śpieszy się do żony...
Żałuję, że nie zobaczyłam wcześniej tej wiadomości (przyszła parę minut po tym jak wyłączyłam komórkę), chociaż gdy się teraz zastanawiam, to nie wiem co bym odpisała...
Lubie z nim spędzać czas, a tak wiedziałabym, że jest on ograniczony, przez w sumie moje własne widzimisię, żeby go wystawić...
Y. po nocy w hotelu zadzwonił, że przyjedzie po mnie do pracy i odwiezie do domu, bo właśnie wraca i chciałby się jeszcze zobaczyć. Zgodziłam się, jednak przez to niespodziewaną informację byłam zmuszona odwołać spotkanie z X-em.
Myślałam, że Y. będzie się śpieszył do żony i tylko zawiezie mnie do domu, a my przegadaliśmy kilka godzin...
Bardzo lubię z nim rozmawiać. Zapominam (może specjalnie) o tym, że mnie okłamuje. A jego pocałunki, dotyk sprawiają, że odpływam bardzo szybko...
Myślałam, że Y. będzie się śpieszył do żony i tylko zawiezie mnie do domu, a my przegadaliśmy kilka godzin...
Bardzo lubię z nim rozmawiać. Zapominam (może specjalnie) o tym, że mnie okłamuje. A jego pocałunki, dotyk sprawiają, że odpływam bardzo szybko...
-
size36: nie masz wyrzutów sumienia za tą jego żonę?
Zaczęłam pisać z bardzo miłym i sympatycznym facetem. Zaprosił mnie na kilkudniowy wyjazd w góry. W grę miałoby wchodzić tylko moje towarzystwo jako partnerki do rozmowy, a gdyby "zaiskrzyło" to może coś więcej.
Umówiliśmy się na czwartek, jednak w związku z tym, że Y. chciał się ze mną zobaczyć, odwołałam spotkanie. W inny dzień nie będziemy mogli się zobaczyć, bo X. pracuje w dziwnych godzinach, więc zdecydowałam się, że zaryzykuję i bez wcześniejszego spotkania, pojadę. On również nie miał nic przeciwko, by poznać się dopiero w samochodzie podczas podróży.
Umówiliśmy się na czwartek, jednak w związku z tym, że Y. chciał się ze mną zobaczyć, odwołałam spotkanie. W inny dzień nie będziemy mogli się zobaczyć, bo X. pracuje w dziwnych godzinach, więc zdecydowałam się, że zaryzykuję i bez wcześniejszego spotkania, pojadę. On również nie miał nic przeciwko, by poznać się dopiero w samochodzie podczas podróży.
-
agresywna: ryzykujesz...tylko uważaj na siebie :)
-
india: no wlaśnie uwazaj na siebie:))ale baw sie dobrze! i pisz:PP
arturnikola:
lubisz sex??
-
Sweet:
Żadna z nas tego nie lubi. Robimy to tylko po to, żeby sprawić wam przyjemność :P :P :P
Byliśmy umówieni na 21. Na dwie godziny przed, dostałam wiadomość, że się spóźni... (A jednak się jeszcze z kimś spotkał - nie wyszło mu ze "mną", to wziął kolejną). Gdy przyjechał po mnie byłam zła o jego "spóźnienie"... tak naprawdę, to obawiałam się, że mnie wystawi, bo np. ta, przede mną zaoferowała mu coś lepszego, tańszego - cokolwiek innego, co mogłoby spowodować, że zostawi mnie na lodzie...
Złość szybko mi przeszła, w końcu nie płaci mi za moje humory, chociaż przez długi czas przepraszał za swoje spóźnienie, które wytłumaczył "problemami w pracy" i słowem nie wspomniał, że nie powinnam się o to złościć. Jednak cały czas dopytywał o czym myślę (a myślami błądziłam po jego kłamstwach), że chyba chciałabym mu coś powiedzieć, albo coś przed nim ukrywam... gryzłam się w język przy każdym takim stwierdzeniu, żeby mu przypadkiem nie wygarnąć jego kłamstw.
Przy drinku temat zszedł już na inny temat i atmosfera się rozluźniła. Wieczór i noc były cudowne. Długie godziny pieszczot w łóżku, w wannie... masaż ciała... a wszystko to przerywane głęboką penetracją mojego ciała w różnych pozycjach i w różnych miejscach hotelowego pokoju.
Podczas tych namiętnych chwil, cały czas myślałam o jego przyjemności, jednak on nie zapominał o mnie i sprawiał, że czułam się jak w niebie...
Przed zaśnięciem powiedział coś dziwnego, co spowodowało, że długo nie mogłam zasnąć. Wywnioskowałam z tego, że to spotkanie jest naszym ostatnim. Y. miał wyjść nad ranem, a ja miałam się wyspać, zjeść śniadanie i opuścić hotel, wtedy kiedy będę miała na to ochotę, bo wszystko jest opłacone. Nie wiem, czy to zmęczenie, czy alkohol wpłynął na taką interpretację, ale dało mi to do myślenia i zaczęłam się wkręcać... jak to kaszann napisał: "...mógłby Cię "wyruchać" nie płacąc..." i już nigdy moglibyśmy się nie spotkać.
Mój sen był bardzo płytki, i gdy tylko Y. wyszedł z pokoju od razu zerwałam się na równe nogi sprawdzając czy zostawił pieniądze. "Kieszonkowe" na szczęście leżało na szafce.
To nic, że dla mnie to był środek nocy, ale wstałam, wypiłam kawę i myślałam o tym co by było, gdyby faktycznie kasy nie było. Chyba nie dopuszczam jeszcze do siebie, że taka sytuacja mogłaby mi się przytrafić... ufna ze mnie istota i coś czuję, że w końcu się na tym przejadę.
Powinnam nauczyć się asertywności, bo póki co nie umieć zmienić wcześniej ustalonych warunków...
Złość szybko mi przeszła, w końcu nie płaci mi za moje humory, chociaż przez długi czas przepraszał za swoje spóźnienie, które wytłumaczył "problemami w pracy" i słowem nie wspomniał, że nie powinnam się o to złościć. Jednak cały czas dopytywał o czym myślę (a myślami błądziłam po jego kłamstwach), że chyba chciałabym mu coś powiedzieć, albo coś przed nim ukrywam... gryzłam się w język przy każdym takim stwierdzeniu, żeby mu przypadkiem nie wygarnąć jego kłamstw.
Przy drinku temat zszedł już na inny temat i atmosfera się rozluźniła. Wieczór i noc były cudowne. Długie godziny pieszczot w łóżku, w wannie... masaż ciała... a wszystko to przerywane głęboką penetracją mojego ciała w różnych pozycjach i w różnych miejscach hotelowego pokoju.
Podczas tych namiętnych chwil, cały czas myślałam o jego przyjemności, jednak on nie zapominał o mnie i sprawiał, że czułam się jak w niebie...
Przed zaśnięciem powiedział coś dziwnego, co spowodowało, że długo nie mogłam zasnąć. Wywnioskowałam z tego, że to spotkanie jest naszym ostatnim. Y. miał wyjść nad ranem, a ja miałam się wyspać, zjeść śniadanie i opuścić hotel, wtedy kiedy będę miała na to ochotę, bo wszystko jest opłacone. Nie wiem, czy to zmęczenie, czy alkohol wpłynął na taką interpretację, ale dało mi to do myślenia i zaczęłam się wkręcać... jak to kaszann napisał: "...mógłby Cię "wyruchać" nie płacąc..." i już nigdy moglibyśmy się nie spotkać.
Mój sen był bardzo płytki, i gdy tylko Y. wyszedł z pokoju od razu zerwałam się na równe nogi sprawdzając czy zostawił pieniądze. "Kieszonkowe" na szczęście leżało na szafce.
To nic, że dla mnie to był środek nocy, ale wstałam, wypiłam kawę i myślałam o tym co by było, gdyby faktycznie kasy nie było. Chyba nie dopuszczam jeszcze do siebie, że taka sytuacja mogłaby mi się przytrafić... ufna ze mnie istota i coś czuję, że w końcu się na tym przejadę.
Powinnam nauczyć się asertywności, bo póki co nie umieć zmienić wcześniej ustalonych warunków...



-
˙·•● Kawaii ●•·˙:
-
gość:
-
agresywna:
Pokaż wszystkie (5) ›